Ceramika jeszcze nie wciągnęła mnie tak jak batik i nie umiem jeszcze przewidywać co mi w niej wyjdzie, zwłaszcza kiedy ją pokrywam szkliwami, które zależnie od humorów pieca czy poszkliwienia, wychodzą przedziwnie, czasem mile zaskakują, czasem dołują i jeśli się Asia zgodzi, pozwala mi jeszcze raz poszkliwić i znowu wypalić.
Tak było z tymi miskami czerwonymi, wg mnie nie wyszły do końca tak jak chciałam, innym się podobają. To dobrze, na szczęście de gustibus.... :-)
Póki co postoją na parapecie, nacieszą oko w święta, a zaczne je używać w kuchni, albo pójdą w dobre ręce, sprawią komuś przyjemność :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz