2.7.09

Pierwszy dzień kursu batiku!!!

Ufff, przygotowań było co nie miara. Wspólnie z Mariolą kupowałyśmy wszystkie narzędzia, przygotowałyśmy prezentację, plansze poglądowe "Krok po kroku", podzieliłyśmy się obowiązkami a kiedy zaczeły się zajęcia,... adrenalina sięgnęła szczytu!
Przyszło kilka pań, kilka młodszych, kilka starszych- wszystkie chętne aby sie nauczyć nowej techniki i móc ją potem zastosować w domu. Zadawały pytania, a na niektóre nie wiedziałyśmy jak odpowiedzieć. Muszę poszukać w necie, czy nazwa tjan ting coś oznacza po chińsku, a może po jawajsku...?
Zaczęłyśmy od prezentacji siebie, potem panie powiedziały co ich pociąga w batiku (powinnam zapytać, czego się po kursie spodziewają), następnie była prezentacja, przykłady i wreszcie, panie zaczęły robić projekt na kartce papieru. Miał być ołówkiem a potem pokolorowany, na kartce papieru. I zdarzyło się coś, co chyba nigdy się u pani Doroty w pracowni nie zdrzyło, jedna z pań przeniosła rysunek na materiał i zamiast pokolorować kartkę papieru, pokolorowała materiał :-)
Takich śmiesznych rzeczy pewnie nie da się uniknąć i będzie ich więcej. Jeśli je będę na bieżąco notować, mogą stać się anegdotami naszej pracowni :-)
Potem było woskowanie, barwienie w kolorze żółtym i suszenie. No i co dalej? Została jeszcze godzina, a tu nie ma co robić. Prace się suszą, więcej materiału nie ma...więc zaczełyśmy pokazywać nasze prace, omawiać krakelury (spękania pajęczykowate), porownywać techniki afrykańskie i indonezyjskie, zastanawiać się nad tym, jak technikę batiku wykorzystać w drewnie, ceramice...czyli, na przyszłe zajęcia, przygotujemy o jeden kawałek materiału więcej, i najpierw pokażemy jakie wzorki można zrobić drewienkami i foremkami do ciasta.


ufff, adrenalina ze mnie spada, dokończe jutro.

Brak komentarzy: